Strażniczka miejska, adeptka pielęgniarka i jeden z pasażerów reanimowali człowieka w podmiejskim pociągu. Po dramatycznej akcji karetka zabrała mężczyznę w ciężkim stanie do szpitala.
Dramat rozegrał się w ostatnią środę, 4 marca, w podmiejskim pociągu. Jak relacjonuje straż miejska, gdy pociąg o 6.40 zatrzymał się na stacji w Falenicy, pasażerowie usłyszeli dramatyczny komunikat kierownika składu: „Zasłabł człowiek. Czy w pociągu jest ratownik albo lekarz?” Nie było, na pomoc ruszyła funkcjonariuszka straży miejskiej. W wąskim przejściu leżał około 65-letni mężczyzna. Wszyscy wokół się rozstąpili, w pierwszej chwili nikt nie reagował, prawdopodobnie ludzie się bali lub nie wiedzieli co robić – relacjonuje straż miejska. Kiedy funkcjonariuszka przeprowadziła badanie funkcji życiowych, mężczyzna jeszcze oddychał i miał bardzo wysokie tętno. Po chwili „zatrzymał się”. Kierownik pociągu przyniósł defibrylator AED i wezwał pogotowie. Strażniczka na klatkę piersiową przykleiła elektrody defibrylatora i słuchała instrukcji urządzenia. Defibrylator kilkukrotnie uruchomił impuls elektryczny, następnie nakazał prowadzenie masażu serca. Do pomocy dołączyła do niej uczennica pierwszego roku szkoły pielęgniarskiej i jeden z pasażerów. Po kilku minutach resuscytacji ratowany odzyskał świadomość. Mężczyzna, ułożony w pozycji bocznej bezpiecznej, podał numer telefonu do żony. Niestety, po chwili jego serce ponownie przestało bić i walka zaczęła się od początku. Ratujący prowadzili resuscytację do przybycia załogi pogotowia, która przejęła czynności ratownicze, wdrażając bardziej zaawansowane środki medyczne. Około 7.20 pogotowie zabrało pacjenta do szpitala – relacjonuje straż miejska.



