Półtora roku więzienia dla motorniczego tramwaju po tragicznym wypadku i śmierci dziecka na Pradze. Wyrok w zawieszeniu dla pracowników, uniewinnienie urzędników po śmierci dziewczyny na rolkach w parku. Spór polityczny po tragedii i śmierci kolejnego dziecka na pl. Szembeka. Zderzenie tramwajów na Marszałkowskiej, na szczęście bez ofiar. Głośne procesy i ostatnie wypadki skłaniają do pytań o bezpieczeństwo na stołecznych ulicach.
Z jednej strony, w teorii, jest coraz lepiej. Bo statystyki jasno wskazują, że w Warszawie wypadków jest mniej. Czasy, gdy wypadkom trzeba było poświęcać w mediach specjalne rubryki, to na szczęście zamierzchła przeszłość. A jednak – wciąż dochodzi do spektakularnych tragedii. Gdzie często przyczyną są albo zaniedbania, albo błędy ludzkie. W ostatnim czasie zapadły dwa wyroki w sprawach sprzed lat. Doszło też do potwornej tragedii na Grochowie i groźnego, na szczęście bez ofiar zderzenia w centrum.
Kierowca po narkotykach, autobus spadł z mostu
Na początek przypominamy sprawę sprzed prawie sześciu lat. W czasie, gdy ludzie w Polsce żyli pandemią i lockdownem, do głośnego w całej Polsce wypadku doszło na moście Grota-Roweckiego. 25 czerwca 2020 roku przegubowy autobus linii 186 wiózł 40 osób. Nagle wypadł z trasy i spadł z wiaduktu mostu Stefana Grota-Roweckiego. Runął na autostradę, kompletnie się rozbijając. Zginęła starsza kobieta. Ponad 20 osób trafiło do szpitala. Kierowca był trzeźwy, ale miał przy sobie narkotyki. Jak się okazało, kierował po amfetaminie. W 2022 roku sąd pierwszej instancji skazał mężczyznę na 7 lat więzienia. A w roku 2025 Sąd Apelacyjny, w prawomocnym orzeczeniu zaostrzył wyrok, skazując mężczyznę na 9 lat i 1 miesiąc pozbawienia wolności. Mimo dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mężczyzna na rondzie Wolnego Tybetu potrącił w 2024 roku pieszego. Wyrok sądu jest prawomocny. Sprawa doprowadziła do kontroli kierowców pod kątem trzeźwości i zażywania środków odurzających.
Płakali nawet najwięksi twardziele
Trzeźwy był motorniczy, który w piątek, 12 sierpnia 2022 roku brał udział w wypadku na Pradze. To jedna z koszmarniejszych historii w dziejach stolicy. Tramwaj linii 18 ruszał z przystanku na Jagiellońskiej. Babcia wysiadała z 4-letnim wnuczkiem. Drzwi zatrzasnęły się, przytrzaskując nóżkę dziecka. Babcia próbowała chłopca ratować, pasażerowie zatrzymać pojazd. Tramwaj ciągnął jednak dziecko po torowisku, 4-latek nie przeżył. Początkowo nie brak było opinii sugerujących, że winę ponosi starszy typ tramwaju, w którym do nieszczęścia doszło. Faktycznie, widoczność z punktu widzenia kierującego jest znacznie gorsza, a wyjście i wejście do wagonu bardziej skomplikowane, niż do składu niskopodłogowego. Tym bardziej jednak motorniczy musi zachować ostrożność. Tu – jak wyszło na jaw podczas procesu – mężczyzna miał wielokrotnie rozmawiać przez telefon, nie być wystarczająco uważnym. We wtorek, 17 lutego Sąd Rejonowy Warszawa-Praga Północ skazał motorniczego na półtora roku więzienia za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Wyrok nie jest prawomocny.
Ścieżka w budowie, tragedia w parku
W tym samym tygodniu zapadł wyrok w sprawie innego zaniedbania – tym razem budowlanego. 31 marca 2017 roku szesnastoletnia dziewczyna jechała na rolkach w parku Stawy Kellera na Bielanach. Nie zauważyła końca trasy i potknęła się, wypadając wprost na ulicę Gdańską, pod koła samochodu. Zginęła. Powodem tragedii był brak zabezpieczenia i odpowiedniego oznakowania niedokończonej, będącej wciąż w budowie trasy. Proces toczył się latami. Jak opisał ostatnio „Super Express” i strona SE.pl, w piątek, 20 lutego, dziewięć lat po tragedii, sąd skazał dwóch mężczyzn – Waldemara W. kierownika budowy oraz Tomasza G. sprawującego nadzór inwestycyjny nad pracami – na kary roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i trzyletnią utratę prawa wykonywania zawodu. Uniewinnił zaś ówczesnych włodarzy Bielan, w tym obecnego wiceprezydenta Warszawy, Tomasza Mencinę oraz byłego burmistrza Włoch Artura W. Wyrok jest nieprawomocny, pełnomocnik rodziny nastolatki zapowiedział apelację – informował „Super Express”.
Sprawy, które poruszyły Polskę
Wyżej opisane zdarzenia miały miejsca kilka lat temu. A sprawy sądowe wciąż się toczą. Do tragedii dochodzi jednak cały czas. Trwa głośny proces w sprawie wypadku na trasie Łazienkowskiej, gdzie sprawca uciekł, a jego koledzy próbowali utrudniać akcję ratunkową. Zginął ojciec rodziny, kilka osób było rannych. Podejrzany wpadł za granicą, teraz odpowiada przed sądem. Do potwornej tragedii doszło też już w tym roku, 19 stycznia na ulicy Grochowskiej, konkretnie na skrzyżowaniu z Łukowską, przy placu Szembeka. Zderzyły się dwa samochody osobowe. Według wstępnych ustaleń kierująca jednym autem kobieta wymusiła pierwszeństwo. Uderzył w nią mężczyzna, który według policji jechał zbyt szybko. W wyniku zderzenia auto dachowało, wypadło z trasy. Uderzyło w grupę pieszych. Niestety, zginął sześcioletni chłopiec. Oboje kierujący usłyszeli zarzuty (kobieta się przyznała, mężczyzna nie). Wypadek wywołał też dyskusję o bezpieczeństwie na Grochowskiej. I bardzo ostry spór w tej sprawie.
Rozwiązań wiele, bezpieczeństwa brak
W debacie o bezpieczeństwie trwa spór między zwolennikami zwężania ulic i uspokajania ruchu a przeciwnikami takich rozwiązań. Emocje budzi też bezpieczeństwo transportu zbiorowego, gdzie co jakiś czas dochodzi do wypadków i kolizji. Choć na szczęście nie zawsze tak makabrycznych, jak ten na moście Grota-Roweckiego, czy na Jagiellońskiej. Ostatnio do poważnej kolizji doszło w samym centrum stolicy. W Środę Popielcową, w godzinach szczytu, po 7.00 rano, zderzyły się dwa tramwaje na Marszałkowskiej. Między Placem Unii Lubelskiej a Placem Zbawiciela tramwaj najechał na drugi, stojący na przystanku. Na szczęście nikt nie zginął, kilka osób było poszkodowanych. Tramwaje w kierunku Wyścigów i Wilanowa jeździły objazdami. Powody wypadków i kolizji są różne. Czasami jak w przypadku tragedii na Trasie Łazienkowskiej czy moście Grota świadome łamanie przepisów przez kierujących, jazda po narkotykach lub alkoholu. Bywa, że do tragedii dochodzi przez lekkomyślność i nieuwagę, jak na Jagiellońskiej. A tragedia z Bielan to efekt braku odpowiedniego nadzoru.



