Media często informują o oszustwach, których ofiarą padają Polacy, a sprawcami są albo nasi rodacy, albo obywatele innych państw. Tym razem to obywatel Ukrainy padł ofiarą oszustwa. Wpadł już „odbierak”, rodak pokrzywdzonego. Schemat działań przestępców był podobny, jak przy większości tego typu spraw z tą różnicą, że oszuści wykorzystali też nieznajomość prawa swojej ofiary.
Do zdarzenia doszło na Żoliborzu. Jak relacjonuje Komenda Stołeczna Policji, niedawno do komisariatu zgłosił się obywatel Ukrainy, który padł ofiarą oszustwa metodą „na pracownika banku”. Pokrzywdzony relacjonował, że na jego telefon zadzwoniła kobieta podająca się za funkcjonariusza policji. Stwierdziła, że mężczyzna jest rzekomo powiązany z grupą przestępczą wyłudzającą pieniądze, a jego środki są zagrożone. Z uwagi na barierę językową, chwilę później, połączyła się z nim kobieta rozmawiająca w języku ukraińskim, podająca się za pracownika banku. Wspólnie instruowały pokrzywdzonego, jak zabezpieczyć środki. Przejęły tysiąc pięćset złotych – relacjonuje policja. W trakcie kolejnych rozmów kobieta zastraszała pokrzywdzonego.
Szantaż podziałał
Mówiła, że policjanci mogą w każdej chwili przyjść do jego mieszkania i zabrać gotówkę, jeśli nie przekaże jej wskazanym osobom. Dodała, że według polskiego prawa nie można przetrzymywać w domu niezarejestrowanej gotówki. Mężczyzna przestraszył się, pod sklepem przy ulicy Broniewskiego przekazał oszustom pieniądze: 40 tysięcy złotych. Następnego dnia, gdy zorientował się, że padł ofiarą oszustwa, zgłosił się na komisariat przy ulicy Rydygiera. W trakcie przyjmowania zawiadomienia przez policjanta ponownie zadzwoniła ta sama kobieta. Od tego momentu pokrzywdzony wykonywał polecenia prawdziwych funkcjonariuszy, a żoliborscy kryminalni zorganizowali zasadzkę. W momencie przekazania kolejnych pieniędzy, na gorącym uczynku wpadł 20-letni odbiorca. Obywatel Ukrainy usłyszał zarzuty oszustwa oraz usiłowania doprowadzenia pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 20 tysięcy złotych. Pokrzywdzony rozpoznał go jako osobę, która dzień wcześniej odebrała od niego 40 tysięcy zł. Sąd tymczasowo aresztował podejrzanego na trzy miesiące. Za popełnione przestępstwa podejrzanemu grozi kara do ośmiu lat więzienia – podsumowuje policja.



