Sędzia, który orzekał w procesie nie był jeszcze sędzią, ale asesorem. Biegły nie był biegłym, bo stracił uprawnienia. Drugiemu biegłemu słowo ELIXIR kojarzyło się nie z przelewem bankowym, ale z płynem. Po drodze zaginął oddany do depozytu komputer. Proces Mirosława Ciełuszeckiego w pierwszej instancji był jednym z większych absurdów w polskim wymiarze sprawiedliwości.
Mirosław Ciełuszecki w areszcie spędził łącznie osiem miesięcy. Przed sądem odpowiadał z wolnej stopy. W pierwszej instancji proces toczył się w Bielsku Podlaskim.
Asesor nie sędzia orzeka o winie
I tu było pierwsze zaskoczenie – sędzią orzekającym został nie zawodowy, doświadczony sędzia, ale asesor. – Nie ukrywam, że byłem nieco zaskoczony – wspomina przedsiębiorca. – Sprawa dotyczyła poważnych kwestii finansowych, a wyrok miał wydawać ktoś niebędący sędzią. To tak, jakby przez cały proces reprezentował nas nie mecenas, a aplikant – dodaje Ciełuszecki. Warto wspomnieć, że na początku XXI wieku asesorzy byli podlegli de facto ministrowi sprawiedliwości. W pewnym sensie podlegał więc prokuratorowi. Wątpliwości w sprawie orzekania przez asesorów zgłaszały organizacje broniące praw człowieka. W roku 2007 Trybunał Konstytucyjny orzekł, że orzekanie przez asesora w takiej formie jest niekonstytucyjne. W roku 2009 instytucję asesora zniesiono ustawowo. Przywróciła ją ustawa z 2015 roku, ale na nieco innej zasadzie – dziś asesorów powołuje prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. W pierwszych latach XXI wieku instytucja budziła spore wątpliwości. Nie to było jednak największym problemem podczas procesu.
Miał okraść samego siebie
Główne zarzuty wobec Ciełuszeckiego (ich szczegółową analizą zajmiemy się w jednym z późniejszych odcinków) to rzekome oszustwo oraz działanie na niekorzyść firmy poprzez sprzedaż spółce własnej działki za zawyżoną cenę. Rzecz w tym, że przedsiębiorca sprzedał ją spółce, w której był głównym właścicielem, pieniądze w całości wpłacił na konto przedsiębiorstwa. A co do za zawyżenie ceny – wyniosła 7 milionów złotych, według prokuratury działka była warta 70 tysięcy złotych. Rzecz w tym, że takie ceny, jakie podawała prokuratura dotyczą „zwykłych” działek na Podlasiu. Ta konkretna mieściła się na granicy z Białorusią, miała specjalistyczną infrastrukturę, w tym terminal przeładunkowy z torów szerokich na wąskie. W dodatku Ciełuszecki przed transakcją korzystał z operatu szacunkowego autorstwa rzeczoznawcy, Mariana Gierasimiuka, który wskazał właśnie na taką cenę. Urząd Skarbowy naliczył podatek od wyższej ceny. Już po utracie firmy i jej wartości, syndyk sprzedał działkę za cenę znacznie bliższą wycenie Ciełuszeckiego, niż prokuratury.
Biegłemu przelew kojarzy się z płynem
Zaskakujące były działania biegłych. Jeden, Janusz M., w procesie kategorycznie bronił niższej wyceny działek. Po latach okazało się, że nie miał prawa wydawać opinii – uprawnień biegłego pozbawił go bowiem sąd w Olsztynie. Z kolei inny biegły na pytanie o przelew ELIXIR, którym posłużył się przedsiębiorca z rozbrajającą szczerością powiedział, że „Elixir to kojarzy mu się z płynem”. Przypomnijmy, że ELIXIR to rodzaj przelewu znany niemal wszystkim użytkownikom bankowości elektronicznej. Godnym osobnego śledztwa jest sprawa zaginięcia komputera firmy FAP. Znajdowała się na nim dokumentacja firmy i program księgowy wart wówczas 200 tysięcy złotych. Komputer (nie laptop, ale stacjonarny) Ciełuszecki oddał do depozytu. Sprzęt zniknął, nie znalazł się do dziś. Kolejnym dziwnym działaniem sądu było podejście do świadków. Sąd dał wiarę opinii fałszywego biegłego i eksperta, nierozróżniającego eliksiru od przelewu ELIXIR. Nie uwzględnił zaś zeznań byłego premiera Jerzego Buzka, byłego wicepremiera Janusza Steinhoffa, czy byłego ambasadora w Rosji Stanisława Cioska.
Wymiar sprawiedliwości ze wschodnim obliczem
Wezwanie na świadka Zbigniewa Brzezińskiego, którego chciała wezwać obrona (mógł zaświadczyć o współpracy i roli Marka Karpia) sąd uznał za bezcelowe. „To był dla nas szok. Sąd wierzył opinii biegłego, który się nie znał, a zlekceważył opinię doradcy prezydenta Cartera” – nie krył zaskoczenia Ciełuszecki. Ostatecznie Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim skazał przedsiębiorcę na cztery lata więzienia. „Powiem szczerze, że zacząłem tracić wiarę w sprawiedliwość, Polskę, demokrację i odzyskanie wolności. Przyjechałem do kraju licząc na to, że wreszcie wyzwolił się z komuny i wpływów Moskwy. Tymczasem wymiar sprawiedliwości pokazał oblicze wschodnie, wręcz postsowieckie” – mówi przedsiębiorca. W roku 2007 złożył apelację. Sprawa ruszyła w Sądzie Apelacyjnym, zainteresowały się nią media. Marek Karp wyroku nie dożył. Zmarł kilka tygodni po wypadku samochodowym. Ośrodek Studiów Wschodnich nosi dziś imię swojego założyciela i pierwszego dyrektora. O historii Marka Karpia napiszemy w następnym odcinku naszego cyklu.
JUŻ NIEBAWEM
ROZDZIAŁ VI
Amerykańscy prezydenci się go radzili, a Unia Europejska słuchała. Wykończył prowincjonalny prokurator, czyli tragiczne losy Marka Karpia.




