Tarzał się na ziemi, nie było z nim kontaktu, a z utrzymaniem go problem mieli czterej funkcjonariusze. Nie, nie był po narkotykach ani dopalaczach. Okazało się, że miał atak ciężkiej choroby. A zagrożone było jego życie.
Ta sytuacja to kolejny dowód, że pozory mylą. A osoba wyglądająca na pijaną albo po narkotykach, może w rzeczywistości być chora i potrzebować błyskawicznej pomocy. Do zdarzenia doszło w miniony piątek. Jak relacjonuje straż miejska, funkcjonariusze z VI Oddziału Terenowego patrolowali rejon Pragi-Północ.
W pewnym momencie przy ulicy Ratuszowej zauważyli bardzo dziwnie zachowującego się człowieka. Mężczyzna tarzał się na pasie zieleni, uderzał głową o ziemię oraz w pobliskie drzewa. Funkcjonariusze podjęli interwencję. Z 49-latkiem nie można było nawiązać żadnego kontaktu. Z uwagi na zagrożenie zdrowia i życia szalejącego mężczyzny, strażnicy starali się go unieruchomić. Na miejsce wezwali inny patrol straży miejskiej oraz pogotowie ratunkowe. Z obawy o możliwość samookaleczenia wobec mężczyzny użyli kajdanek. To nie zmniejszyło silnej nadpobudliwości 49-latka. Czterech funkcjonariuszy aż do przyjazdu karetki starało się utrzymać mężczyznę na miejscu. Znaleziona przy nim dokumentacja medyczna oraz przeprowadzone przez ratowników badania rzuciły nowe światło na sprawę. Mężczyzna popadł w stan głębokiej hipoglikemii. Poziom cukru w jego krwi wręcz zagrażał jego życiu. Szybkie podanie odpowiednich leków podziało błyskawicznie. Chory od razu odzyskał świadomość. Stwierdził, że zupełnie nie wiedział, co się z nim dzieje – relacjonuje straż miejska.



