Kobieta uwierzyła, że jej środki są zagrożone. I na polecenie oszustów schowała gotówkę do zamrażalnika, wpuściła do domu „zaufaną osobę”, która miała jej pilnować. Musiała jednak wyjść do toalety. Po powrocie nie było ani pieniędzy, ani oszusta.
Kolejne obrzydliwe oszustwo, tym razem sprawą zajmuje się południowopraska prokuratura. Jak relacjonuje Komenda Stołeczna Policja, pokrzywdzona otrzymała telefon o rzekomo zagrożonych pieniądzach. Rozmówca powiedział, że kobieta ma spakować pieniądze do siatki i ukryć w zamrażalniku w lodówce. Usłyszała, że nie musi się niczym martwić, bo niedługo przyjdzie do niej zaufany człowiek i będzie zarówno ją, jak i jej pieniądze pilnował. Pokrzywdzona uwierzyła i włożyła do zamrażalnika 10 tysięcy złotych. Niebawem faktycznie pojawił się „pilnujący”. W pewnym momencie kobieta wyszła na chwilę do toalety. Gdy wróciła, w domu nie było ani „zaufanego człowieka”, ani jej pieniędzy – relacjonuje policja. Kryminalni ustalili, kim jest osoba, która ma bezpośredni związek z oszustwem dokonanym metodą na legendę o zagrożonych pieniądzach. Podjęli obserwację okolicy, w której miał się pojawić 25-latek. Gdy się pojawił, zatrzymali go. Po sprawdzeniu danych w policyjnej bazie okazało się, że jest poszukiwany, ma do odbycia karę 79 dni pozbawienia wolności za kradzież. Zatrzymany trafił do policyjnej celi. I w więzieniu może posiedzieć znacznie dłużej. 25-latek usłyszał zarzut oszustwa. Na wniosek sąd tymczasowo aresztował mężczyznę na trzy miesiące – podsumowuje policja. Za oszustwo grozi do ośmiu lat więzienia.



