Warszawa
21/03/2026, 22:57
Clear sky
Clear sky
5°C
Ciśnienie: 1021 mb
Wilgotność: 85%
Wiatr: 2.4 m/s E
Opis: 0mm /4% / Rain
Prognoza
22/03/2026
Dzień
07
Prognoza
13°C
Wiatr: 3.6 m/s E
Opis: 0mm / 0% / Rain
Prognoza
23/03/2026
Dzień
07
Prognoza
13°C
Wiatr: 2.3 m/s SE
Opis: 0mm / 1% / Rain
 
Subskrybuj

A jednak przeszedł. Będzie nocny zakaz sprzedaży alkoholu w Warszawie. Jakie skutki?

fot. Pixabay

Po wielu zwrotach akcji radni zdecydowali, że cała Warszawa w nocy będzie wyłączona ze sprzedaży alkoholu. Przeciwnicy mówią o ograniczeniu wolności, ryzyku powstania szarej strefy, uderzeniu w przedsiębiorców. Zwolennicy (jest ich więcej) o walce z alkoholizmem. Tymczasem patrząc obiektywnie, prawdziwym pozytywnym skutkiem zakazu będzie wzrost bezpieczeństwa wokół nocnych sklepów. A negatywnym, że oberwą „normalsi”, a więc ludzie, którzy nie mają problemów z alkoholem, ale na przykład nie zdążą się zaopatrzyć na imprezę. Tak uważają nasi rozmówcy, choć większość z nich zakaz popiera.

Nocny zakaz sprzedaży alkoholu budzi ogromne emocje. Zmienia się też jednak jego ocena. Kilkanaście lat temu większość traktowała pomysł jako absurdalny. Teraz statystycznie więcej jest zwolenników nocnej prohibicji. Jeszcze szybsza zmiana nastąpiła u miejskich polityków. Jesienią przeciw byli radni Koalicji Obywatelskiej. Odrzucili projekt prezydenta z własnego obozu. Teraz przyjęli go jednogłośnie. Jednocześnie cytowani przez ogólnopolskie media popierający ograniczenie celebryci wspominają o walce z alkoholizmem. I, że nocna prohibicja ma w walce z tym problemem społecznym pomóc. A inni, bardziej wobec zakazu sceptyczni przekonują, że żadna prohibicja alkoholizmu nie zwalczy. Zdaniem naszych rozmówców z Warszawy cel ograniczenia jest zupełnie inny. A walka z alkoholizmem nie ma tu pierwszorzędnego znaczenia.

„Jak ktoś musi dopijać, niech idzie do meliny”

„Jakieś znaczenie może i ma” – mówi Marek, mieszkaniec Śródmieścia, a więc dzielnicy, na której pilotażowo ograniczenie sprzedaży obowiązuje od listopada. „Faktycznie jak ktoś musi wieczorem iść dalej po flaszkę, to mu się nie chce. Kupuje zapas albo po prostu przestaje pić, więc zachowuje umiar. Jednak w rzeczywistości ja stałem się zwolennikiem ograniczenie nocnej sprzedaży, gdy paru kolesi zaczepiło mnie, gdy wracałem do domu. Przestałem czuć się bezpiecznie. Po paru tygodniach obowiązywania zakazu na moim osiedlu ci panowie zniknęli, przenieśli się pewnie na Wolę, gdzie w nocy trunki można kupić” – opowiada nasz rozmówca. Nie przejmuje się faktem, że po wprowadzeniu zakazu w całym mieście, pojawią się meliny. „I co z tego? Chcą pić, to niech zakupią sobie wódkę na zapas do domu, albo właśnie pójdą na melinę. Ważne, żeby na ulicach było bezpieczniej, a co kto robi w domu, mnie nie obchodzi” – stwierdza mieszkaniec stolicy.

„Tu chodzi głównie o bezpieczeństwo”

Faktycznie wstępne dane mówią o zmniejszeniu interwencji policji oraz wizyt w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych tam, gdzie wprowadzono ograniczenia. Jednak pełne dane poznamy zapewne po roku od wprowadzenia zakazu. Również Małgorzata, mieszkanka Ursynowa przekonuje, że jej zdaniem samo ograniczenie będzie mieć niewielki wpływ na walkę z problemem alkoholowym. Jest jednak zwolenniczką ograniczenia. „Tak naprawdę to ograniczenie służy nie temu, by leczyć alkoholików. Jak ktoś już ma problem, to zawsze znajdzie okazję, żeby się napić. Natomiast ograniczenie posłuży kilku grupom. Spokojnym mieszkańcom, którzy mają dość hałasu i awanturującym się klientom nocnych sklepów. Samym sklepikarzom – pracowałam jako ekspedientka, nie ma nic przyjemnego w obsłudze pijanych, czasem agresywnych, a częściej po prostu mało sympatycznych klientów. Wreszcie tym, którzy mogą w nałóg wpaść, w ich wypadku faktycznie zakaz może być korzystny, będą planować imprezy i nie będzie dopijania i klinowania, co jest już piciem szkodliwym i krokiem do nałogowego picia” – mówi.

„Uderzy w ludzi, którzy piją okazjonalnie”

Odmiennego zdania jest Iza, mieszkanka Wawra. „Kto będzie chciał, to i tak się napije. Zakaz uderzy za to w ludzi, których na przykład wieczorem odwiedzą znajomi, będą chcieli spędzić miło czas, raz na pół roku napić się drinka, bądź dobrego wina. I ludzie ci będą musieli albo iść do restauracji, albo zostać przy soczku. A więc jak w przysłowiu, pijany menel zawinił, normalnego powiesili” – ironizuje. „Tu problem będzie tylko na początku. Jak zakaz będzie powszechny, ludzie się przyzwyczają. Będą faktycznie chodzić do restauracji albo po prostu robić zapasy. Pamiętacie zakaz palenia? Też było larum, nawet niepalący krzyczeli o ograniczaniu wolności. Zakaz działa od lat, kto chciał palić pali, ale nie wkurza innych, skazując na bierne palenie” – ripostuje Małgorzata. Ambiwalentne odczucia co do zakazu ma Miłosz. „Kilka lat temu wyszedłbym protestować na ulicę. Pomieszkałem jednak w krajach skandynawskich, tam to działa” – tłumaczy.

„Zakaz palenia jakoś się przyjął”

Nasz rozmówca tłumaczy, że sam nocny zakaz w formie, jaka będzie w Warszawie, mu nie przeszkadza. Obawia się jednak, żeby w przyszłości pomysłodawcy nie poszli dalej. „Nie przesadzajmy z ograniczaniem wolności. Jak się zamyka sklepy w niedziele albo w ogóle ogranicza handel w godzinach nocnych, ludzie mogą funkcjonować. Normalny człowiek, który nie jest uzależniony, po prostu zrobi sobie zapas, będzie przygotowany na imprezę. A zyska tym, że nie będzie musiał wychodzić po nocy do całodobowego po flaszkę, bezpieczniej wróci do domu. Meliny? Niech istnieją, to będzie nisza, świat menelstwa nie będzie się przenikać z normalnymi ludźmi. Moje obawy budzi coś innego. Już słyszę o ograniczeniu małpek (tu akurat wystarczy podnieść ceny, a pracowników badać alkomatami). Jednak patrząc na niektóre środowiska, boję się, że za na przykład dziesięć lat wymyślą prohibicję całodobową. I co wtedy, zapasy za granicą?” – pyta retorycznie Miłosz.

O co chodzi z tym zakazem

Kilka lat temu dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha na łamach „Nowego Telegrafu Warszawskiego krytykował pomysł prohibicji, przekonywał, że grozi to powstaniem melin, uderza w handlujących alkoholem przedsiębiorców. Przedstawiciele Miasto Jest Nasze i innych ruchów miejskich przekonywali, że zakaz jest konieczny, chcą go mieszkańcy. Faktycznie poparcie dla nocnego ograniczenia w stolicy rośnie. I zmieniło się nastawienie samorządowców. Jesienią ubiegłego roku radni byli przeciw. W ostatni czwartek przegłosowali zakaz stosunkiem głosów 57:2. Co się zmieni? Od 1 czerwca we wszystkich dzielnicach Warszawy w godzinach 22.00 – 6.00 nie będzie można sprzedawać ani kupować alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych. Wyjątkiem będzie sklep w strefie wolnocłowej na terenie Portu Lotniczego im. Fryderyka Chopina na Okęciu. Alkohol stamtąd nie trafia jednak na teren miasta. Zakaz nie będzie też obowiązywał w restauracjach i pubach, a więc miejscach, gdzie można spożyć trunki na miejscu.

Zobacz także

Ruszył pierwszy etap przebudowy stacji metra. Po świętach kolejny i większe utrudnienia

Od piątkowego wieczoru trwa przebudowa układu torowego stacji metra Kabaty. Już od tego weekendu są zmiany organizacji ruchu autobusów. Po świętach rusza kolejny etap, wtedy będą też utrudnienia dla kierowców.…

Biegacze rywalizują w biegu ulicznym, prezentując obuwie sportowe i skarpetki uciskowe.

Biegacze na ulicach Warszawy, pierwsza niedziela wiosny z utrudnieniami w ruchu i komunikacji

Po raz dwudziesty w Warszawie wystartuje Półmaraton Warszawski oraz New Balance Bieg na Piątkę. Udział weźmie nawet 33 tysiące zawodników. Będą zamknięte ulic, inaczej pojadą autobusy i tramwaje. Biegi wystartuje…

Dwa walce drogowe Hamm zagęszczające asfalt.

Prace wzdłuż torów na Rakowieckiej. Weekend z utrudnieniami na Mokotowie

Na najbliższy weekend tramwajarze zamkną ulicę Rakowiecką na odcinku między Kazimierzowską i Puławską. Kierowcy pojadą objazdami. Asfaltowanie potrwa do poniedziałku. Po nim ten fragment ulicy będzie już przejezdny, ale to…