Rzygają, chlają, drą ryja. Kiedyś byłem przeciw nocnej prohibicji. Teraz ją popieram – mówi postawny mieszkaniec Grochowa. To kwestia patroli. Jak będzie ich więcej, to i cisza będzie. A kulturalne wypicie piwka nie powinno szkodzić, nawet w metrze, czy autobusie – ripostuje. Od kilku miesięcy nocny zakaz alkoholu obowiązuje na Pradze-Północ, na Pradze-Południe na razie nie, choć w czerwcu ma objąć całą Warszawę.
Spór o nocną prohibicję wywołał w ubiegłym roku wielką awanturę w Radzie Warszawy. W końcu ustalono, że w dwóch stołecznych dzielnicach zakaz nocnej sprzedaży napojów z procentami będzie, jako pilotaż. Wstępne dane mówią o zwiększeniu bezpieczeństwa, jednak na ostateczne podsumowania trzeba poczekać. Mieszkańcy są w sprawie podzieleni.
„Hałas nie do wytrzymania”
Pani Magda mieszka w okolicy placu Szembeka i jak sama przyznaje, nie może się doczekać nocnej prohibicji. „Wie Pan, tu naprawdę mogłoby być przyjemnie. Jednak ci wszyscy menele i narkomani to uniemożliwiają. Nie chodzi o żadną prohibicję, zakaz. Jak ktoś się chce kulturalnie napić, niech kupi alkohol wcześniej, weźmie do domu. Jednak te sklepy stają się centrum osiedlowego życia. Po zmroku strach wyjść z domu” – mówi. Wtóruje jej postawny mężczyzna. Nie chce zdradzić imienia. „Ja nie boję się chodzić, nie o to chodzi. Jednak tu sklepów jest kilka koło siebie. Wokół nich zbierają się kolesie, rzygają, chlają, drą ryja. Kiedyś byłem przeciw nocnej prohibicji. Niech każdy robi, co chce, ale teraz zakaz popieram. Siostra mieszkała po sąsiedzku, teraz mieszka na Pradze. Po wprowadzeniu zakazu ma ciszej, a przy małym dziecku to ważne” – tłumaczy.
„Nie posłuży nikomu” vs „będzie spokojniej”
Do rozmowy włącza się Marek, również mieszkaniec Grochowa. Zakazu nie popiera. „Fakt, ten hałas przy sklepach jest uciążliwy, ale tu nie ma wpływu alkohol. Gdyby było więcej patroli, lepszy monitoring, problem by się rozwiązał. A zakaz nie posłuży nikomu, zaszkodzi za to przedsiębiorcom, handlującym procentami. Kulturalne piwko nawet w metrze nie szkodziłoby nikomu” – stwierdza kategorycznie. Zakaz popiera za to pani Ewa, z Pragi-Północ. „Jak słyszę o ograniczaniu wolności, czy uderzaniu w przedsiębiorców, to aż mnie skręca. Przecież ludzie nie przestaną pić. Po prostu kupią, co chcą wcześniej, a po zmroku już będą siedzieć w domu. Będzie spokojniej, mniej ludzi na SOR-ach” – dodaje. Cząstkowy zakaz rodzi też jednak absurdy. Na przykład na Pradze-Północ alkoholu nie kupimy, ale kilka metrów dalej, na sąsiedniej dzielnicy już tak. Jak argumentują zwolennicy zakazu, ten problem sam się rozwiąże, gdy zakaz zacznie obowiązywać w całym mieście. Ma to być już w czerwcu. Alkoholu nie będzie można kupić między 22.00 a 6.00 rano.
AnKot



