Zazwyczaj zwierzaki ratuje się z nagrzanych aut. Tym razem psa trzeba było ratować przed zamarznięciem. Akcja ratownicza na Targówku.
Latem komunikaty o tym, by nie zamykać zwierząt w nagrzanym samochodzie, są częste. Zamykanie zwierzęcia w aucie zimą też stanowić może dla niego śmiertelne zagrożenie. Do niecodziennej sytuacji doszło kilka dni temu na Targówku. Jak relacjonuje straż miejska, funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie, że w zaparkowanym przy ulicy Bartniczej samochodzie głośno ujada pies. Patrol po 15 minutach dotarł na miejsce. Rzeczywiście w zamkniętym aucie był uwięziony pies. Zwierzę jednak nie ujadało, a wręcz przeciwnie – zachowywało się apatycznie. Pies nie reagował ani na pukanie w szybę, ani na świecenie latarką. Ciałem zwierzęcia wstrząsały dreszcze, a szyby auta od wewnątrz pokryte były parą i zachodziły szronem – relacjonuje straż miejska. Na miejsce została wezwana policja. Z uwagi na niską temperaturę powietrza funkcjonariusze podjęli decyzję o wybiciu jednej z szyb i wydobyciu zwierzęcia. Psa w celu ogrzania przenieśli do radiowozu straży miejskiej. Po niedługim czasie, funkcjonariusze Ekopatrolu przejęli coraz żwawiej poruszającego się, rudego kundelka, który trafił do Schroniska na Paluchu. Ekopatrol przypomina, by przy trzaskającym mrozie nie narażać zwierząt na długotrwałe przebywanie w zimnym samochodzie. Psu czy kotu, mimo naturalnego futra, również grozi śmiertelne wychłodzenie – podsumowuje straż miejska.



