Ponad 40 tysięcy złotych wyniosły straty spółdzielni mieszkaniowych z Pragi-Południe w wyniku podpaleń. Policja ogłosiła, że złapała podpalacza. Internauci komentując post policji twierdzą, że zatrzymany mężczyzna jest chory psychicznie. I, że należało mu wcześniej pomóc.
Do podpaleń doszło jednej nocy. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, ogień zniszczył wiaty śmietnikowe i elewację budynku. Pokrzywdzonymi były wspólnoty mieszkaniowe. Straty wyniosły ponad 40 tysięcy złotych. Teraz policja informuje o złapaniu sprawcy. Policjanci wytypowali podejrzanego 25-latka. Mężczyzna usłyszał zarzuty uszkodzenia mienia. Postępowanie w sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe. Za uszkodzenie mienia grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności – podsumowuje policja.
Sprawca ma zniesioną poczytalność?
Policyjny komunikat pojawił się też na facebookowym profilu Praga-Południe na sygnale. Komentujący przypomnieli, że sprawca jest człowiekiem chory, któremu wcześniej należało pomóc. „To jest chory człowiek. Wielki sukces, żenada. Mogli mu wcześniej pomóc”. „Zapomnieli dodać upośledzonego 25 latka. Chłopak ma trochę ograniczoną poczytalność” – to komentarze pod wpisem policji. Jeśli faktycznie okaże się, że zatrzymany mężczyzna miał zniesioną poczytalność, sąd może skierować go na leczenie w zakładzie zamiast do więzienia. W przypadku odpowiedzialności ograniczonej, wyrok może być znacznie niższy. Największe kontrowersje budzi jednak to, czy skoro człowiek był chory, można było mu wcześniej pomóc. – Bez wątpienia można było jakoś zadziałać, aczkolwiek akurat w tej kwestii nie jest adresatem policja – mówi nam Piotr, były policjant (dokładne dane do wiadomości redakcji). – Moim zdaniem policjanci zadziałali prawidłowo. Złapali sprawcę. Problemem jest to, że nie odizolowano go wcześniej. Ale to nie rola policjantów, a opieki społecznej – dodaje nasz rozmówca. Poczytalność sprawcy zbadają biegli psychiatrzy.



