O pechu, ale i szczęściu może mówić niecodzienny gość, który odwiedził jedną z kamienic przy ulicy Zbaraskiej. Jeż wszedł pyszczkiem i całym łebkiem do puszki. Problem w tym, że nie mógł żelaznej pułapki opuścić.
Nie wiadomo, co kierowało kolczastym ssakiem, gdy na podwórku kamienicy przy ulicy Zbaraskiej zauważył sporej wielkości puszkę. Czy był głodny i szukał pożywienia, czy może kierowała nim klasyczna ciekawość. Fakt, że zbliżył się do pojemnika, wsadził ciekawy pyszczek, a po chwili łebek i zanurzył się całkiem. Wszedł do połowy, dopiero wtedy zorientował się, w jak straszliwym znalazł się położeniu. Był w pułapce, nie mógł się z puszki wydostać. Nerwowo miotał się po podwórku, rozpaczliwie próbując odzyskać wolność. W całym nieszczęściu kolczasty pechowiec również musiał mieć trochę szczęścia.
Rozpaczliwą walkę usłyszała mieszkanka kamienicy, która właśnie wracała z zakupami do domu. – Usłyszałam hałas, jakby ktoś uderzał żelaznymi garnkami. Początkowo myślałam, że to któraś z wron, których na Grochowie jest wiele, zabrała coś ze śmietnika. Nagle zobaczyłam toczącą się po chodniku puszkę. A po chwili zorientowałam się, że ta puszka ma zadek i małe łapki. I kolce – mówi pani Ola, mieszkanka kamienicy. Kobieta nie czekała, wiedziała, że nie ma czasu. – Postawiłam siatki z zakupami. Krzyknęłam: „jeżyku, poczekaj, zaraz cię uwolnię”. Złapałam koniec puszki, lekko pociągnęłam. Jeż przez sekundę był oszołomiony, że ktoś zdjął z niego żelazny pancerz, ale zaraz czmychnął w pobliskie krzaki i tyle go widziałam – mówi wybawczyni zwierzaka. Jeże to ssaki, które często można spotkać nie tylko w lasach, ale także i na miejskich trawnikach. Niestety, czeka na nie wiele zagrożeń. Na szczęście w tym wypadku przygoda kolczastego pechowca z Grochowa zakończyła się szczęśliwie.



