Pomysł naukowców z Leeds, którzy postulowali ograniczenie spożycia mięsa, nabiału, kupowania ubrań i lotów samolotem wywołał duże poruszenie. Nic dziwnego, bo w wersji pełnej żądanie, by ograniczyć jedzenie konkretnych produktów rodzi najgorsze skojarzenia z PRL. W dodatku wywołało to polemikę polityczną. Tymczasem okazuje się, że sam projekt pochodzi sprzed lat i nie jest bynajmniej programem, a propozycją. W skrajnej formie niebezpieczną i głupią. W wyważonej – rozsądną, ba – mogącą znaleźć się na sztandarach środowisk konserwatywnych.
Wyjaśniamy – oczywiście, gdyby ktoś postanowił dziś na serio nawet nie wprowadzać kartek, ale w ogóle wymuszać na ludziach co jedzą, ile czasu mają laptopa, jak często latają samolotami, byłoby to chore. A postulaty takie w ustach niektórych lewicowców czasem się pojawiają. Ale jeśli spojrzymy na pomysł brytyjskich naukowców nie jako na konkretne propozycje, a wyliczenia mające być pewnym drogowskazem, rodzi się nam postulat już nie tylko wcale niegłupi, ale i zgodny z wartościami tradycyjnymi, chrześcijańskimi, patriotycznymi. Spójrzmy po kolei.
Wprowadzić produkcję na wyższy poziom
Już w czasie pandemii pisaliśmy, że być może trzeba będzie zmienić podejście do biznesu. Wprowadzić produkcję na wyższy poziom. Skrócić łańcuchy dostaw. Całkowicie zrewolucjonizować podejście, a w zasadzie dokonać konserwatywnej kontrrewolucji prowadzenia biznesu. W ostatnich dekadach wszystko determinował zysk. I było to największą patologią myślenia kapitalistycznego. Firmy zamiast produkować najwyższej jakości sprzęt starały się wyprodukować go jak najtaniej, sprzedać jak najczęściej. Stąd smartfony w większości zmienialiśmy co roku. Pralka, lodówka, zmywarka, po czterech, pięciu latach musiała być nowa. Naprawa starej po prostu się nie opłacała. Podobnie naprawa telewizora, czy laptopa. W dodatku sprzęt powstawał w Chinach albo w innych bardzo odległych krajach. Bo było taniej. Pandemia była ostrzeżeniem, pokazała, że przerwanie łańcuchów dostać prowadzi do kryzysu. I właśnie postulat skrócenia owych łańcuchów, wydłużenia żywotności sprzętu, wcale głupi nie jest. Wymagałby jednak całkowitej zmiany strategii.
Modele wieloletnie zamiast błyskawicznego zysku
To znaczy – firmy produkują nie na innych kontynentach, ale na terenie naszego kraju. Zamiast wypuszczania towaru co rok, dwa, jest model wieloletni, z bogatym serwisem. A więc pralka ma gwarancję na kilka lat. Jak coś się zepsuje jest naprawiana. I powiedzmy po dekadzie, dwóch, jak dawniej, zmieniamy ją na inny model. Laptop piętnastu lat nie przetrwa. Ale postulat, by służył nam siedem, a nie rok, jest wart rozważenia. To duża zmiana, stawianie na jakość, a nie na szybką sprzedaż i wyłącznie zysk. Jest to uzasadnione i kwestiami bezpieczeństwa – pandemia pokazała, że o przerwanie łańcuchów dostaw nie jest trudno. Krwawa wojna na Wschodzie pokazuje, że kapitał ma narodowość. Uzasadnione jest to też klimatycznie – co zaznaczyli autorzy raportu. No i dobrem konsumenta – lepiej mieć dobrej jakości, sprawny sprzęt przez lata, niż co rok uczestniczyć w zakupowym szaleństwie. Podobnie rzecz ma się z ubraniami – lepiej kupować rzadziej, a bardzo dobrej jakości.
Slowfood, mięso od święta, chrześcijański post
Postulaty ograniczenia jedzenia są idiotyczne. Ale promowanie zdrowego stylu życia, jedzenia slowfoodu zamiast fastfoodu ma sens. Zarówno ze względów ekologicznych, dobra zwierząt, jak i naszego zdrowia. Zakazy byłyby rzeczą fatalną. Zachęcanie – pożądaną. Przede wszystkim należy ograniczyć na ile się da marnowanie żywności. Poza tym dobrze jest zmienić przyzwyczajenia na zdrowsze. A skoro tak – ograniczenia mięsa i nabiału można połączyć z tradycją. W przypadku chrześcijan, czy osób, dla których chrześcijańska tradycja ma znaczenie, także z chrześcijańskim postem. A więc – jedzenie niezdrowe – raz, dwa razy w roku, „od święta”. Mięso raz w tygodniu. Nabiał częściej, ale trzy razy w tygodniu – środy, piątki i soboty pościmy wegańsko. Zdrowo, eko i konserwatywnie.
Aktywniejsza turystyka
Wreszcie kwestia turystyki i dalekich podróży. Nikomu nie należy ograniczać urlopu. Ale faktem jest, że wielu Europejczyków, Polaków też, spędza wakacje biernie, niezdrowo i mało oryginalnie. Latając do wielu krajów, ale znając z podróży jedynie hotele all inclusive. Oczywiście nie należy niczego zakazywać. Ale można (duża w tym rola mediów) promować bardziej aktywny model turystyki. Spacery w pobliżu miejsca zamieszkania. Częste spędzanie wolnego (weekendy itd.) w pobliżu domu. Urlop, ferie, w kraju bądź za bliską zagranicą. Co kilka lat podróż dłuższa, wyjątkowa, gdzieś daleko.
Oczywiście nie brak lewicowych fanatyków, którzy chcieliby zakazać jedzenia mięsa i hodowli w ogóle, noszenia ubrań, a cywilizację cofnąć w rozwoju o kilkaset lat. Ale postulaty nieco mniej konsumpcyjnego, a bardziej użytkowego podejścia od pracy, biznesu, jedzenia i podróży nie muszą być niczym złym.



