W Białymstoku Fundacja Hagia Marina rozpoczęła akcję edukacyjno-informacyjną #prawosławnynieruski . Pojawiły się billboardy z napisami “Jestem prawosławna. Jestem Polką”, “Nie jestem popem. Jestem prawosławnym księdzem” itp. Akcja ma być kontynuowana w innych miastach.
rganizatorzy akcji, z Patrykiem Panasiukiem na czele, zamierzają walczyć z ukształtowanym w czasach carskich i komunistycznych, postrzeganiem prawosławia na Podlasiu: “Chcemy zwrócić uwagę naszego społeczeństwa na to, że Prawosławie to nie tylko Rosja, a my nie jesteśmy ani “ruskimi”, ani “kacapami”. Środowisko prawosławne w Polsce dopuściło do wielu zaniedbań w tej kwestii, przez lata skupiając się głównie na polityce mniejszości narodowych i etnicznych. Doprowadziło to do stworzenia prawosławnej “bańki” na Podlasiu.
Nie pozwolimy, by grupka nacjonalistów wciskała nas w objęcia Moskwy
Dzisiaj, w dobie napaści Rosji na Ukrainę i herezji, jakiej dopuszcza się sąsiadujący z nami patriarcha Moskwy, nie możemy milczeć! Nie pozwolimy też, by grupka nacjonalistów i sentymentalistów ruskiego miru dalej wciskała naszą społeczność w “ruskie” objęcia i wpływy Moskwy. My, prawosławni Polacy, mieszkamy tu od pokoleń, a nasi przodkowie równo klepali Moskali w obronie Rzeczypospolitej. Wielu z nas jest potomkami Rusinów z Wielkiego Księstwa Litewskiego- obywateli Rzeczypospolitej. Nasi współbracia są Rusinami, ale nie są “ruskimi”. Mam też nadzieję, że niektórzy utożsamiający się z prawosławiem politycy przestaną rzucać naszej społeczności ruskie kłody pod nogi.” I zaczął się hejt, ze strony działaczy, określających się jako “Białorusinów”, zwłaszcza po wywiadzie, jakiego udzielił szef Fundacji Hagia Marina, Patryk Panasiuk dla Białoruskiego Radia Racyja.
KOMENTARZ:
Wśród prawosławnych są różne opcje
W moich poprzednich tekstach pisałem o skomplikowanym problemie tożsamości narodowej prawosławnych na Podlasiu. Wśród prawosławnych są różne opcje – polska, białoruska, ukraińska, “tutejsza”. Poza nimi jest jedna naprawdę niebezpieczna – opcja wszechruska, która oficjalnie nie nazywa się “russkim mirem”, ale podobieństwo samo się nasywa. Kiedyś nazywali się wprost “Rosjanami” ale każdy, choć trochę wykształcony człowiek, szybko mógł dojść, że “tutejsi” z Rosją nie mają nic wspólnego. No to zaczęli lansować teorię o istnieniu wielkiego narodu “wszechruskiego” czy po prostu “ruskiego” pod przewodnictwem Moskwy. Dzisiaj tę koncepcję, w sposób krwawy, lansuje Putin jako “russkij mir”.
Zakamuflowana opcja moskiewska
Niestety w opcji białoruskiej istnieje, może nieliczna, ale dobrze umocowana w lokalnych układach, zakamuflowana opcja moskiewska. Jeno proszę, bym był dobrze zrozumiany, przypominam, że są tu też szczerzy białoruscy patrioci, choć komuś z zewnątrz, ciężko odróżnić jednych od drugich. Która opcja wśród prawosławnych jest “jedynie słuszną”. Nie ma takiej i każdy może zadecydować czy jest Polakiem, “Tutejszym”, Białorusinem czy Ukraińcem, pamiętając oczywiście, że jest polskim obywatelem. Jedyną, naprawdę niebezpieczną opcją jest opcja “wszechruska”, taka podlaska mutacja “ruskowo mira”. W zasadzie wojna rosyjsko-ukraińska sama go obala, bo kiedy Kijów toczy śmiertelny bój z Moskwą, to znaczy, że “Wielkiej Wszechrusi” po prostu nie ma i tak naprawdę nigdy jej nie było. Jednak akcja uświadamiająca, którą prowadzi Fundacja Hagia Marina, też jest potrzebna.



