W kryzysie wiele osób oszczędza także na jedzeniu. To dobre, ale rozwiązaniem nie jest kupowanie dużych ilości tanich i marnych produktów. Zdecydowanie lepszym jest wybierać droższe ale w na tyle małych ilościach, by jeść dobrze, a nie mniej. Nie wpadajmy w pułapkę taniości.
Drożyzna nie rozpieszcza. Niezależnie od sporów o to, co ją wywołało, faktem jest, że drożeje wiele rzeczy. A to wpływa także na naszą kuchnie. Wielu Polaków zmieniło (wcześniej już także podczas pandemii) zwyczaje kulinarne. I widać tu przeciwstawne – pozytywne i negatywne – trendy.
Po taniości
Wiele osób zaczęło ograniczać wyjścia do knajp, restauracji, a ostatnio także zamawianie do domu. Stawiają na samodzielne przyrządzenie posiłków. Tu pojawia się jednak problem ich jakości. I chodzi o jakość nie tyle przyrządzania potraw (tu rzecz indywidualna) ale produktów, z których te potrawy są przyrządzane. Niektórzy stawiają bowiem na pójście na maksa po taniości. A więc – mięso stare mrożone, wędlina setnejkategorii, margaryna zamiast masła, gumowe pieczywo z sieciówki. Na takich produktach nie utrzyma się zdrowej diety. A i oszczędność jest pozorna, bo koszty ewentualnych chorób skutecznie wyrównają różnicę.
Kupić jedzenie droższe, ale znacznie mniej
Jest też drugi trend. Kupujemy WYŁĄCZNIE najwyższej jakości, naturalne produkty. Masło zwykłe zastąpmy takim lepszej jeszcze jakości. Olej – oliwą z oliwek, oliwą z pestek dyni itd. Zamiast gotowych sałatek z pudełek domowa, na podstawie produktów z bazarku. Mięso najzdrowsze, z dobrych sklepów rzemieślniczych. Alkohol, jeśli już, to z najwyższej półki. Co to ma wspólnego z oszczędzaniem? Bardzo wiele! Bowiem oszczędność polega tu na tym, że kupujemy owszem droższe produkty, ale w dużo mniejszych ilościach. Więc mięso jemy tylko w weekend. Wędlinę jedynie w niedzielę. Masła używamy mniej, podobnie chleba. Wyrównujemy cenę poprzez mniejsze ilości pożywienia.



