Ceny paliw na stacjach znów rosną. Agresja Rosji na Ukrainę jeszcze mocniej je podbije – uważa prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.
Po wkroczeniu wojsk rosyjskich do Ukrainy i rozpoczęciu ostrzału ukraińskich miast cena ropy naftowej natychmiast poszybowała i to do poziomów niewidzianych od przeszło siedmiu lat. Umocnił się również dolar, co jest drugim czynnikiem decydującym o cenie paliw. Dopóki nie ustaną działania wojenne, ten proces będzie postępować. Przewidzenie, jaką cenę będą płacić kierowcy za kilka miesięcy, jest obecnie niemożliwe.
Wielka niewiadoma
Jak mówi w rozmowie z Newseria Biznes Halina Pupacz, prezes zarządu Polskiej Izby Paliw Płynnych prognozowanie jest bardzo trudne. Jest wiele czynników, które wpływają na cenę finalną paliw. – Nie podejmuję się powiedzieć publicznie, że ta cena będzie wyższa, czy niższa. Trudno jest oczekiwać, żeby ta cena pozostawała na tym poziomie, który chcielibyśmy wszyscy. Czyli na poziomie około pięciu złotych z groszami – podkreśla.
Na wieść o ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę rynki finansowe natychmiast zareagowały ucieczką kapitału do tzw. bezpiecznych przystani. Podrożała większość surowców, a ropa naftowa po raz pierwszy od połowy 2014 roku przekroczyła granicę 100 dol. za baryłkę. W dodatku inwestorzy przekierowali strumienie pieniędzy na amerykańskie aktywa, w wyniku czego umocnił się dolar. W ten sposób ropa w złotych podrożała mocniej niż w dolarach. A drożejące surowce to dodatkowa pożywka dla wzrostu cen. Konflikt oznacza nowy impuls inflacyjny. W tej sytuacji prawdopodobnie potrzebne będzie wydłużenie cyklu podwyżek stóp procentowych i prolongowanie tarcz antyinflacyjnych.
Bardzo trudna sytuacja przedsiębiorców
Od 1 stycznia rząd w ramach tarczy inflacyjnej obniżył akcyzę na paliwa do minimum wymaganego przez Unię Europejską. Miesiąc później ściął podatek VAT na paliwa z 23 proc. do 8 proc. W zamierzeniu obniżki te miały obowiązywać do lipca. Jednak już w kilka tygodni po wprowadzeniu tych działań ceny benzyny znów zaczęły piąć się w górę. Stało się tak ze względu na drożejącą ropę, a wraz z nią – hurtowe ceny paliw.
– Rząd chce przeciwdziałać rosnącej inflacji. Działać poprzez stabilizację czy utrzymanie niskiego poziomu cen – mówi Halina Pupacz. – Natomiast dla przedsiębiorców jest to sytuacja bardzo trudna. Wszystkie ceny usług i produktów od kilku miesięcy rosną, a ceny paliw są w miarę stabilizowane poprzez pierwszy zasadniczy ruch, jakim była obniżka akcyzy. Potem był następny ruch, który doprowadził do obniżki aż o 15 proc. podatku VAT dla paliw. Ceny paliw się zatrzymały. Presji inflacyjnej przez ostatnie lata nie można odnieść do ceny paliw. W ostatniej dekadzie ceny oscylowały w granicach pięciu złotych z kawałkiem. Inflację notowaliśmy na poziomie maksymalnie 1–3 proc. Dzisiaj to inne czynniki, nie tylko paliwa, spowodowały to, że mamy do czynienia z tak wysoką stopą inflacji.
Ceny będą rosnąć
Inflacja, która była podwyższona już przed pandemią. W I kwartale 2020 roku przekraczała dopuszczalne pasmo wahań wokół celu inflacyjnego. Podczas lockdownów spadła tylko z powodu wyhamowania gospodarki. Od kwietnia 2021 roku jednak znowu przekracza górną granicę odchyleń. Od czerwca z miesiąca na miesiąc przyspiesza. W styczniu 2022 roku ceny rosły już według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego w tempie 9,2 proc. Najszybszym od listopada 2000 roku. Paliwa do prywatnych środków transportu, które w ciągu roku podrożały o 23,8 proc., wobec grudnia potaniały o 4,4 proc.
– Wydaje się, że dzisiaj cały sektor paliwowy ponosi największe koszty związane z przeciwdziałaniem rosnącej inflacji. Ceny wszystkich innych produktów i usług rosną. Wszystkie przedsiębiorstwa uczestniczące w dystrybucji i obrocie paliwami płynnymi ponoszą tego koszty. Redukują się marże do minimalnego poziomu. Wszystkie inne koszty nam rosną – wyjaśnia prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.
(Newseria)



