Warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy Podlasie można potencjalnie zaliczyć do “Ruskawa Mira”, który Putin uważa za obszar mu podległy, na razie duchowo a w przyszłości terytorialnie.
Russkij mir dotyczy, przede wszystkim powszechności języka rosyjskiego. Tutaj prawosławni mówią gwarami mieszanymi i choć wielu twierdzi, że mówią “po rusku” jest to mieszanka języka ukraińskiego, białoruskiego, polskiego i w bardzo małym stopniu języka rosyjskiego. W wiejskich cerkwiach używa się staro-cerkiewno-słowiańskich tekstów liturgicznych a kazania i ogłoszenia są po rosyjsku. Kiedyś myślałem, że jest to przejaw pewnej rusofilii, ale zmieniłem zdanie. W miastach, cerkiewne nabożeństwa odprawia się po polsku. Na wioskach przejście na język polski traktowane jest jako utrata tożsamości. “Prosta mowa” czyli tutejsze gwary, są uważane za gwary do prostych rzeczy a nie do cerkwi. Nawet literacki język ukraiński czy białoruski jest tu jednak traktowany jak ta prosta, chłopska mowa. Poza tym na tym pograniczu kultur pewnie byłyby spory gdzie używać j. białoruskiego a gdzie ukraińskiego. Pozostaje więc w cerkwi język rosyjski, ale nie jest to żaden element Ruskiego Mira. Oczywiście propaganda rosyjska może to jednak wykorzystywać.
Obok języka jest też mentalność
Jak już pisałem wcześniej, wśród części ludności prawosławnej, istnieje stale malejąca ale ciągle dość silna tendencja do utożsamiania się. Może nie tyle z Rosją, co z “Wielką Rusią”.
Z opcją wielkoruską identyfikuje się tu raczej niewielka ale dość wpływowa część prawosławnych. Inni uważają się za Ukraińców, Białorusinów, Polaków czy też Tutejszych. Tak, “Tutejsze” to nie jest tylko wspomnienie z przeszłości. Sam rozpad Związku Sowieckiego niewiele zmienił w świadomości wyznawców opcji wielkoruskiej. To był dla nich tylko formalny podział administracyjny na trzy kraje, w którym Rosja sprawowała dalej faktyczne przywództwo. Sami uznawali pewne “duchowe przywództwo” Moskwy, i to nie tylko moskiewskiego prawosławia, ale i Putina.
Cała ta opcja zaczęła się sypać w gruzy w związku z wojną w Donbasie, bo gdy Moskwa walczy z Kijowem o każdy kawałek ziemi i o każdą duszę na wschodniej Ukrainie, to … “Wielkiej Rusi” NIET! Wielkoruska opcja gaśnie w sercach podlaskich rusofili i za jakiś czas nie będzie po niej śladu. Jest jednak niebezpieczeństwo, że w jakiejś sytuacji kryzysowej czy (uchowaj Panie) wojennej, może być destrukcyjnie wykorzystana przez Moskwę. Trzeba więc być tu czujnym ale nie można utożsamiać wszystkich podlaskich prawosławnych z “Ruskim Mirom”.
Klaudiusz Wesołek



