Na Targówku 53-latek najpierw spowodował kolizję, uszkodził inne auto. Potem uciekł. Porzucił samochód, przepłynął kanał Bródnowski. Nie miał prawa jazdy. Kompletnie pijany położył się, by odpocząć w śniegu.
Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, w czwartkowe popołudnie kierujący volkswagenem mężczyzna jechał volkswagenem po Targówku. Nagle w jego lewe lusterko uderzył peugeot. Kierujący odjechał. Kierowca volkswagena zawrócił i ruszył za nim, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy z peugeotem. Sprawca kolizji jechał zygzakiem. Podejrzewając, że może być pijany, pokrzywdzony zaalarmował policję. Na ulicy Rzewińskiej kierowca peugeota porzucił auto, a następnie… wskoczył do pobliskiego Kanału Bródnowskiego i pokonując go wpław, dotarł do ulicy Teofila Piecyka. Tam zniknął zgłaszającemu z oczu.
Jak informuje policja, funkcjonariusze ustalili wygląd uciekiniera i rozpoczęli jego poszukiwania. Na wysokości numeru 14, przy wskazanej ulicy mundurowi znaleźli leżącego w śniegu mężczyznę. Był cały mokry i czuć było od niego silny zapach alkoholu. Mundurowi znaleźli przy nim kluczyki od peugeota. Policjanci sprawdzili dane 53-latka w policyjnym systemie. Okazało się, że miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, który obowiązywał go od 2019 roku. Zatrzymali mężczyznę. Zbadali alkomatem. Okazało się, że 53-latel miał prawie 1,7 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Mężczyzna trzeźwiał w policyjnej izbie zatrzymań. W piątek usłyszał zarzuty za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości i złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Grozi za to kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Mężczyzna odpowie też za spowodowanie kolizji drogowej – podsumowuje policja.
(źródło: policja)



