Fakt, że firma, w której udziały ma Oleg Dieripaska buduje ambasadę RP w Berlinie, jest skandalem. I nie chodzi tu tylko o Smoleńsk, ale także o międzynarodowe zarzuty o działalność kryminalną wobec tego oligarchy. Ktoś ze strony polskiej popełnił tu niewybaczalny błąd. Mam nadzieję, że uda się go naprawić i zmienić wykonawcę tej inwestycji, tu chodzi o kluczowe kwestie dla bezpieczeństwa naszego kraju – mówi Grzegorz Wierzchołowski.
W ostatnim czasie ukazały się dwa filmy o katastrofie smoleńskiej – Antoniego Macierewicza i Ewy Stankiewicz. Jak ocenia Pan te obrazy?
Grzegorz Wierzchołowski: Na pewno nie wolno ich zestawiać w jednym szeregu, bo choć dotyczą tej samej tematyki – tragedii smoleńskiej – ich znaczenie jest zupełnie inne. Dokument Antoniego Macierewicza jest tak naprawdę raportem podkomisji badającej katastrofę, jej okoliczności. Zawiera wiele szczegółów technicznych. Natomiast co do ostatecznej oceny, należy poczekać na raport końcowy z prac komisji. Nie jest to jednak film dokumentalny. Natomiast w przypadku obrazu Ewy Stankiewicz mamy do czynienia właśnie z filmem dokumentalnym. Jest to obraz poruszający, szczególnie dla widzów zza granicy, którzy nie mają większej wiedzy na temat alternatywnych wersji przebiegu katastrofy. Bardzo mocnym, poruszającym elementem są oczywiście zdjęcia Ewy Kopacz w prosektorium, zdjęcia, które całkowicie kompromitują byłą polską premier i byłą minister zdrowia.
Ewa Kopacz pojechała do Smoleńska, gdzie była z rodzinami, widziała ciała ofiar. Bez wątpienia było to trudne, chwila słabości, rozluźnienia, w takiej sytuacji, może mieć miejsce. Czy wobec tego wykorzystywanie tych zdjęć nie jest po prostu czepianiem się?
Zgodziłbym się z tym, że człowiek ma prawo być zestresowany i różnie w tych sytuacjach reagować, gdyby to były sytuacje spontaniczne, zrobione zdjęcia gdzieś z ukrycia, wyrwane z kontekstu. Tu jednak widzimy, że Ewa Kopacz do przynajmniej jednego zdjęcia pozowała. To nie daje się usprawiedliwić. Ewa Kopacz powinna była wiedzieć, gdzie jest, że jest w Rosji, że takie zdjęcia mogą być wykorzystane. Choćby dla szantażowania jej. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby takie zdjęcia dał sobie zrobić lekarz, a nie polityk. Ale Ewa Kopacz była w tym czasie ministrem zdrowia, najwyższym przedstawicielem polskiego rządu na miejscu. Potem była marszałkiem Sejmu, premierem. Polityk tej rangi musi odpowiadać za swoje czyny. Co więcej, pamiętać należy o całej otoczce, wszystkich okolicznościach.
To znaczy?
Ewa Kopacz była tam z rodzinami, i te rodziny okłamała. Mówiła, że wspólnie z Rosjanami przeprowadzane są sekcje zwłok. Żadnych sekcji wspólnych nie było, po czasie okazało się, że doszło do skandalu z zamianą ciał. Mówiła o przekopywaniu lotniska na kilometr w głąb. To też nie miało miejsca. Więc zestawiając to razem z tymi zdjęciami, tworzy się bardzo ponura całość. Minister polskiego rządu, późniejsza polska premier, kłamała podczas pobytu w Rosji z rodzinami ofiar, robiła sobie sweet focie w prosektorium, bo powtórzę, to nie była chwila odprężenia, gdzie pani Kopacz wypiła kawę i ktoś cyknął jej zdjęcie – przynajmniej część tych zdjęć była pozowana.
No dobrze, ale nie brak i po prawej stronie słów krytyki po wykorzystaniu tych zdjęć. Sama Ewa Stankiewicz mówiła, że nie jest zadowolona z faktu, że wszyscy akurat zajmują się zdjęciami, a nie ważniejszymi jej zdaniem tezami z filmu. Nie brak opinii, że zdjęcia miały po prostu propagandowy charakter i Kurski je wykorzystał?
Dobrze, że zdjęcia ujrzały światło dzienne, a obowiązkiem dziennikarza jest takie materiały ujawniać. A fakt, że akurat wszyscy skupiają się na tych zdjęciach wynika nie z żadnej domniemanej propagandy, ale z faktu, że są one naprawdę bardzo mocnym materiałem. Materiałem szokującym i dla wielu osób nowym. Natomiast fakt, że w polskich mediach i polskim internecie ludzie mniej skupiają się na pozostałych treściach filmu, dotyczących samej katastrofy, wynika moim zdaniem z faktu, że dla polskich odbiorców internetu pewne rzeczy są znane, oczywiste i nie są niczym nowym. Natomiast ogromnym walorem filmu Ewy Stankiewicz jest jego przystępność, łatwość w odbiorze także dla widza zza granicy. A reakcja na ten obraz poza granicami Polski wskazuje, jak mała jest wiedza na temat Smoleńska poza naszym krajem.
W filmie pada bardzo mocne oskarżenie pod dresem Olega Dieripaski, właściciela zakładów w Samarze, które remontowały Tupolewa. Ale nawet nie idąc w teorie o zamachu, to rosyjski oligarcha, bliski współpracownik Władimira Putina. Jak to się stało, że człowiek tak kontrowersyjny, a dla części prawicy wręcz odpowiedzialny za Smoleńsk, za rządów dobrej zmiany buduje ambasadę RP w Berlinie?
Fakt, że firma, w której udziały ma Oleg Dieripaska buduje ambasadę RP w Berlinie, jest skandalem. I nie chodzi tu tylko o Smoleńsk, ale także o międzynarodowe zarzuty o działalność kryminalną wobec tego oligarchy. Ktoś ze strony polskiej popełnił tu niewybaczalny błąd. Mam nadzieję, że uda się go naprawić i zmienić wykonawcę tej inwestycji, tu chodzi o kluczowe kwestie dla bezpieczeństwa naszego kraju.
Przeczytaj też rozmowę z Andrzejem Stankiewiczem, wicenaczelnym Onet.pl:
https://telegraf24.pl/index.php/2021/04/23/nie-przekonuje-mnie-teoria-zamachu/



